niedziela, 18 listopada 2018

Po kolejnym kubku herbaty z rzędu, otworzyliśmy butelkę wina, a potem jeszcze jedną i tak upłynęła nam spora część nocy.
Po tym jak niespodziewany gość bezceremonialnie wtargnął do mojego mieszkania mogłam właściwie zadzwonić po policję albo przynajmniej natychmiast wyrzucić go za drzwi, zamiast proponować herbatę i usiłować przekonać, że moje prace są czegoś warte. A może tak naprawdę usiłowałam przekonać do tego samą siebie. Jego krytyka, w zasadzie niezbyt konstruktywna, tak naprawdę dotknęła mnie do żywego i fakt, że ktoś w tak krótką chwilę był w stanie wzbudzić we mnie tak silne emocje, sprawił, że po fali gorącego gniewu przyszła czysta i żywa ciekawość. Teatralna bezczelność, którą bardzo mocno starał się emanować była… no właśnie, jedynie manierą. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie, kiedy już spuścił nieco z tonu, a kolejne godziny zdawały się potwierdzać moje spostrzeżenia. 
Opowiedzieliśmy sobie wiele. On między innymi o tym, jak wychowywał się otoczony sztuką, jak bliska była jego sercu i jak właściwie się jej wyrzekł na rzecz kariery. Korporacja, nawet ta na najwyższych stanowiskach skutecznie zabija wszystko, co jest choć parę metrów nad ziemią. Na gorycz w głosie odpowiedziałam wyczekującym spojrzeniem. Chciałam dowiedzieć się o tym człowieku jak najwięcej. Rzucił wtedy coś o oczekiwaniach swojej matki, a kiedy napotkał moje jeszcze bardziej wyczekujące spojrzenie, zdecydował się zabrać mnie do piwnic albo na strych samego siebie. Odniosłam wrażenie, jakby otwierał stare, skrzypiące drzwi specjalnie dla mnie. Może nawet sam nigdy tam nie wchodził, może pierwszy raz nadał kształt tym błąkającym się myślom, które najłatwiej jest ignorować. 
Wcześniej zdjął już marynarkę, a teraz odpinał guzik koszuli. Powoli porzucał dystyngowaną pozę i zdawał się rozluźniać. Wypił kolejny łyk wina, a ja przyglądałam się jak jego dość wyraźne jabłko Adama powędrowało w górę i zaraz potem w dół. Opowiedział o tym, że jego matka jest zaborczą kobietąże właściwie przez całe życie spełniał jej oczekiwania i, nie wiedzieć czemu, nigdy nie był w stanie się jej przeciwstawić, choć tak często chciał. Po chwili milczenia dodał, że tak samo jest z jej kochankami. Nie potrafią albo nie chcą się od niej uwolnić, chociaż zatracają prawdziwych siebie. To nie była tylko kwestia pieniędzy, ale też jakiejś tajemniczej siły, cechy, która w niej była, a którą ciężko zdefiniować, o ile w ogóle byłoby to możliwe.  
Żadna sensowna rada nie przychodziła mi do głowy. Wzięłam od niego pusty kieliszek, żeby napełnić go słodkim winem, a kiedy mu go oddawałam, poczułam jego dłoń na swojej. To był raczej przypadkowy gest, ale poczułam coś, co ciężko zdefiniować. Zaproponowałam mały wernisaż moich obrazów nieba. Zależało mi, żeby je zobaczył i byłam ciekawa jak je odbierze. Są przecież dla mnie szczególnie ważne, bo oddają moją wizję piękna i stanowią swego rodzaju hołd dla natury za dzieła, które tworzy niemal każdego dnia. Obejrzał je z uwagą, nad jednym pochylił się chwilę dłużej, delikatnie przejechał dłonią po płótnie, jakby dotknięcie farby mogło pozwolić mu jeszcze lepiej czuć to, co czułam ja, kiedy ją nakładałam. 





Odwrócił się do mnie i uśmiechnął tak, że czułam, że to co zobaczył mu się spodobało. Odwzajemniłam uśmiech i wtedy usłyszałam tę piosenkę. God is a woman. Muzyka towarzyszyła nam cały wieczór, słuchałam tego utworu wcześniej wiele razy, ale właśnie wtedy TA myśl spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. W głowie malowałam już te obrazy. Odwrócenie konwencji. 


Źródło: https://giphy.com/gifs/arianagrande-ariana-grande-god-is-a-woman-5vYy0F2D6LuxBV1md1

I can be all the things you told me not to be



*** 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz