Wystawa była już niemal gotowa. Pracowałam nad nią od kilku tygodni. Tego dnia kończyłam ostatni z zaplanowanych obrazów inspirowany Halinką oraz pomnikami Walki i Zwycięstwa, a konkretnie tym drugim.
Kobieca postać o różowych włosach siedziała na grzbiecie ujarzmionego (choć nie zabitego) lwa, z rumieńcami na policzkach, zmęczona, ale triumfującą, z wyrazem czystej dumy i satysfakcji na twarzy.
Z kolei swoją interpretację Walki, kobietę w trakcie starcia z lwem, namalowałam już jakiś czas temu. Skupiłam się na zarysie mięśni zarówno jej, jak i zwierzęcia, aby spotęgować wrażenie dynamizmu i jak najmocniej uwydatnić siłę postaci, zwykle będącą przecież atrybutem „typowo” męskim. Chciałam, aby twarz wyrażała determinację, pewność siebie, wiarę w swoje możliwości. Ciało było nagie, skóra lśniła od potu.
Kolejna praca przypominała kadr z teledysku Born to Die. W centrum siedziała kobieta, a u jej stóp spoczywały potulnie wielkie koty. Była jednak znacznie mniej eteryczna niż Lana, władcza i nieustępliwa.
![]() |
| Źródło: https://link.do/gzqGU |
Kiedy starałam się nasycić róż włosów postaci na obrazie, zadzwonił telefon.
— Hej, piękna — nie rozpoznałam głosu. — Pozwól, że podam ci kogoś do słuchawki.
— Nie przychodź tu — Michał. — Nie słuchaj tego psychopaty, po prostu zadzwoń na policję, jestem… — usłyszałam głuche uderzenie. Przeszły mnie dreszcze.
— Jeśli chcesz jeszcze kiedyś zobaczyć ukochanego, nie zadzwonisz na policję, nikomu o tym nie powiesz, tylko grzecznie przyjdziesz do jego mieszkania. Jasne? Ubierz się ładnie — i rozłączył się.
Przez chwilę stałam bezmyślnie w bezruchu. Trzęsłam się i było mi niedobrze. Oczywiście, że to mógł być chory żart, ale nie analizowałam tego zbyt długo. Jak najszybciej ubrałam się i wybiegłam z mieszkania.
***

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz