poniedziałek, 5 listopada 2018

Dziś malowałam Adama, pierwszego z kochanków Marii. Malowałam go jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn. Albo raczej jak jedną z francuskich dziewczyn Jacka z Titanica.
Jak Rose leżał nago na sofie, podpierał się prawą ręką, lewą wyciągał ku oparciu, na którym docelowo miał znajdować się rudy kot. Tę drugą, aczkolwiek wciąż pierwszoplanową postać zostawiłam sobie na później, jako że żaden przedstawiciel tego gatunku nie byłby w stanie pozostać bez ruchu kilka godzin, tak jak czynili to, z większymi lub mniejszymi pokładami cierpliwości, ludzcy modele. Wszystko spowijał półmrok, obicie sofy także było ciemne, dlatego kontrastująca jasna skóra i złoto-miedziana sierść będą skupiać na sobie całą uwagę.  
Adam był młodym, nieco ponad dwudziestoletnim mężczyzną, dobrze zbudowanym, proporcjonalnym. Mięśnie ramion i brzucha miał mocno zarysowane, podobnie jak twarz, obramowaną starannie ułożonymi, ciemnymi włosami i gęstymi, choć kształtnymi brwiami. Był przystojny, ale jego uroda była dość szablonowa, nic w niej nie zaskakiwało. Wiedziałam, że jest w typie Halinki, która towarzyszyła nam podczas tworzenia tego aktu. Gdy ja siedziałam naprzeciwko mojego modela i przenosiłam go na płótno, rozłożyła się w fotelu i intensywnie się w niego wpatrywała. Właściwie to oboje intensywnie się w siebie wpatrywali kolejną godzinę z rzędu. Ona co jakiś czas unosiła jedną brew i uśmiechała się kącikiem ust, on przybrał wyzywający wyraz twarzy, czego prawdopodobnie nie udałoby mi się z niego wydobyć, gdyby nie było z nami mojej różowowłosej przyjaciółki. Czasem upominałam go, żeby patrzył na kota. Wcześniej, gdy poszłam otworzyć mu drzwi, Halinka wręcz pobiegła za mną, a gdy go zobaczyła zza mojego ramienia rzuciła “jasny gwint!”, na co Adam uśmiechnął się nonszalancko. Całe szczęście ich podniecenie jeszcze nie osiągnęło zenitu. Już i tak odnosiłam nieodparte wrażenie, że jestem intruzem w jakiejś bardzo intymnej sytuacji. A może powinni być mi wdzięczni, że dzięki mnie znaleźli się w jednym pokoju? Maria pewnie nie byłaby zadowolona, chociaż trudno przewidzieć jakąkolwiek reakcję takiej osoby jak ona.  
Jako że miałam już chyba wszystko oprócz kota, podziękowałam Adamowi i pozwoliłam mu się ubrać. Odparł, że to ON dziękuję. Zaczął wkładać ubranie, a Halinka wstała z fotela i zaproponowała, żeby poszli zobaczyć jej sofę. Przyjął propozycję z entuzjazmem, a gdy już wychodzili oboje odwrócili się i puścili mi oczko. Zabrałam się za studium kota.  

Źródło: https://monicacatherine.com/2014/09/28/like-one-of-your-french-girls/

***    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz